Wiadomość od Eveliny spłynęła na moją skrzynkę pocztową w dniu moich urodzin. Wesele międzynarodowe, polsko-angielskie, planowane na półtora roku przed datą uroczystości. Wydawać się mogło, że jest to zapytanie całkiem standardowe. Ale już w kolejnej wiadomości dowiedziałam się od Eveliny, że ona marzy „latać” podczas pierwszego tańca!!! Wtedy właśnie zrozumiałam, że na tym weselu standardowego nie będzie NIC!!!

Rozmach całego wesela można próbować opisać tymi liczbami:

  • 600 godzin przygotowań,
  • 104 godziny koordynacji
  • 4 koordynatorów,
  • ponad 120 osób zaangażowanych w realizację projektu na różnym etapie, w tym 37 osób pracujących na samym weselu – artyści, koordynatorzy, fotografowie, wideo-ekipa, technicy światła i dźwięku itp. – nie licząc obsługi kelnerskiej, kuchni i managerów ze strony Zamku…

Żadne liczby jednak nie potrafią przekazać wszystkich emocji i pięknych momentów, które towarzyszyły nam w trakcie tych kilku dni weselnego weekendu.

 

Zanim jednak zdradzę Wam więcej szczegółów na temat tego co działo się podczas tej niezwykłej uroczystości, muszę powiedzieć coś więcej o Evelinie i Stuardzie i dlaczego mówię, że „są moim prezentem urodzinowym” 🙂 Nie chodzi tylko o to, że bez wątpienia jest to przełomowy projekt w mojej karierze wedding plannera, lecz o całą przyjemność pracy z nimi – emanujący ciepłem i pozytywną energią, obdarzyli mnie i całą ekipę pracującą przy tym projekcie ogromnym zaufaniem, traktując nas po partnersku, nie żałując uśmiechu i miłych słów. Patrząc na nich – nikt nie miał wątpliwości, że są pełni miłości i szczęścia, i te właśnie uczucia i emocje chcą przekazać wszystkim dookoła!

 

Weekend weselny zaczął się już w czwartek, kiedy na Zamek zawitała Para Młoda i pierwsi goście. W piątek dołączyła do nich kolejna, jeszcze większa grupa gości z różnych stron świata i póki na dziedzińcu zamkowym odbywał się montaż sceny, oświetlenia i części dekoracji – goście bawili się pod muzykę zespołu jazzowego na przyjęciu powitalnym w formie grilla.

W sobotę po śniadaniu Evelina wraz z przyjaciółkami udała się do komnaty na Zamku, gdzie czekała na nie ekipa fryzjerek i makijażystek. Nie da się nie zauważyć, że przygotowania odbyły się w znakomitej atmosferze!

 

Stuart także miał swoją ekipę, która pomogła mu wyszykować się do ślubu w pięknym stylu.

Kiedy nadszedł moment, aby powiedzieć sobie „Tak!”, prowadzona przez dumnego ojca Evelina pojawiła się na miejscu ceremonii wraz z druhnami i przeszła po czerwonym dywanie pod śpiew chóru gospel. Podczas ceremonii Młodym nie schodziły z ust uśmiechy – patrzyli na siebie jakby świat dookoła nie istniał!

 

Po ceremonii nadszedł czas, aby powoli przenieść Evelinę i Stuarta wraz z gośmi do magicznej krainy. Postacie z zaczarowanego lasu czekały na Parę Młodą z czarodziejskim eliksirem!

 

Strefa chill out wraz z barem zewnętrznym i przekąskami doskonale sprawdziły się jako miejsce na wypoczynek dla gości na świeżym powietrzu, w czasie gdy Evelina i Stuart udali się na krótką sesję zdjęciową.

 

Evelina i Stuart podeszli do wyboru kolorystyki i stylistyki dekoracji bardzo odważnie, z czego ja osobiście byłam po prostu przeszczęśliwa!

Soczysta czerwień i czerń rozświetlone białymi elementami to zdecydowanie rzadko spotykana ślubna paleta kolorystyczna, która przepięknie współgrała z wnętrzem Zamkowego dziedzińca, wprowadzając tajemniczo-magiczną atmosferę. Przestoczyste krzesła Chiavari, natomiast, doskonale zrównoważyły trudne kolory dominujące w dekoracji stołów.

 

Przygotowane w czarnym folderze zaproszenia zapieczętowane czerwoną pieczęcią z inicjałami Pary Młodej były wyjątkowo piękną zapowiedzią tego co czeka na gości w dniu wesela.

 

Kiedy nadszedł ten moment, aby zasiąść do uroczystej kolacji – Evelina i Stuart wkroczyli na salę pod dźwięki piosenki „Happy” w wykonaniu chóru gospel. Szli pewnym krokiem, trzymając się za ręce i patrząc sobie w oczy!

 

Tuż za Parą Młodą na Zamkowym dziedzińcu pojawiły się bajeczne postacie – zapierający dech w piersiach pokaz akrobacji w powietrzu rozpoczął wspaniałą ucztę!

 

Zgodnie z angielską tradycją, podczas kolacji nie zabrakło przemów, które dostarczyły gościom zarówno wiele śmiechu jak i wzruszeń.

 

Mimo tego, że program wieczoru był nasycony różnego rodzaju atrakcjami – to co zrobiło na wszystkich bez wątpienia największe wrażenie to pierwszy taniec Eveliny i Stuarta… Pamiętacie, jak na samym początku tego wpisu wspomniałam, że Evelina marzyła o tym, żeby latać podczas pierwszego tańca? Tak też się stało!

Nie można nie wpomnieć o tym ile pracy Evelina i Stuart włożyli w przygotowania do tego momentu – wiele godzin na sali tanecznej, podróż Eveliny do Wrocławia, aby ćwiczyć akrobacje w powietrzu i dodatkowe próby w Londynie. Efekt był bez wątpienia spektakularny!

 

Wśród tak licznych atrakcji nie zabrakło czasu na zabawę – goście chętnie robili sobie zdjęcia przy ściance z karykaturą Pary Młodej, zostawiali wpisy w księdze gości i szaleli na parkiecie pod muzykę w wykonaniu cover-bandu D-Tonacja!

 

Piękną kulminacją wieczoru był występ fire show zakończony spektakularnym pokazem fajerwerków!

 

***

Organizacja i koordynacja: Wedding Alchemy by Valentina

Miejsce: Zamek Gniew

Fotograf: Time of Joy Photography

Wideo: ProStudio Creative Video Agency

Zespół: D-Tonacja

Dekoracje: Zielony Gaj

Papeteria: Mrs Design

Show artystyczne: Enigma-Art

Oświetlenie: Dekorowanie Światłem

Valentina editor

2015 © ALL RIGHTS RESERVED
DESIGNED BY ABYSNTPR